czwartek, 20 listopada 2014

coś mi w głowie siedzi...




Nie lubię zmian w swoim otoczeniu, bardzo przywiązuję się do przedmiotów i do ich ustawienia. Jeśli wbiję sobie do głowy, że temu fotelowi, sofie, szafie i wszystkim innym meblom jest dobrze w danym miejscu to trudno namówić mnie do ich przestawienia.  Kiedy już pomyślę o zmianie, to siedzi mi to w głowie niemalże cały czas. Myślę o tym podczas zakupów, gotowania obiadu, prasowania (tak, wówczas myśli mi się najlepiej).

wtorek, 11 listopada 2014

PIĘKNIE, ZDROWO, KOLOROWO...

                                 

Staś bardzo często pomaga mi w kuchni. Niemalże za każdym razem gdy znikam w niej na dłużej przybiega i pyta się w czym może mi pomóc. Nie mam serca Go wyganiać, więc pomaga mi jak może i jak umie.  Najbardziej lubi mieszać surówki i wówczas dowiaduję się, jak bardzo lubi kiszoną kapustę, rzepę, lub na przykład mizerię. Gorzej jest już gdy warzywa lądują na talerzu, bo wówczas okazuje się, że jednak nie lubi rzepy, marchewki i brukselki... Nie wiem z czego to wynika, bo jako Maluszek jadł wszystkie warzywa, nie wybrzydzał, a marchewka duszona była numerem 1. Teraz kombinuję, jak w  potrawach przemycać naturalne witaminy. Przyznaję, z różnym skutkiem...

piątek, 7 listopada 2014

cud, miód... HERBATA!



Dni mijają tak szybko, że bez spojrzenia rano w kalendarz nie potrafię  stwierdzić, czy dziś wtorek, środa, a może czwartek. Trochę przesadziłam, bo tak naprawdę odliczam dni do każdego piątku, jak dziś,  gdy już jesteśmy razem. Aż do Świąt M. jest na wyjeździe i tylko w weekendy jest z nami. 

piątek, 10 października 2014

mynte katalog...




Dziś tak szybciutko... 

Rano, przeglądając pocztę znalazłam maila od IB LAURSENA z zaproszeniem do zapoznania się z nowym katalogiem MYNTE na rok 2015. 

środa, 1 października 2014

dyniowe love...




Jeśli zaglądacie do mnie już jakiś czas wiecie, że uwielbiam białe dynie. Każdej jesieni  z  tej miłości powstawały szydełkowe odpowiedniki tego cuda. 

piątek, 26 września 2014

dzisiejsze poranek...


Kiedyś śniadanie mogło dla mnie nie istnieć. Wystarczała mi szklanka gorącej herbaty wypijana gdzieś pomiędzy myciem a ubieraniem się. Dziś nie wyobrażam sobie by wyjść z domu na tzw. „pusty żołądek”, bo nauczyłam się, że śniadanie to podstawa, to energia na cały dzień. Brzmi  to trochę jak tekst z kiepskiej reklamy, ale to prawda, a  jeśli jest zdrowe i smaczne to niemalże ideał...

poniedziałek, 22 września 2014

jesień...



Jutro początek kalendarzowej jesieni i powolutku przystrajam dom na jej przyjście... owoce pigwowca (nie mylić z pigwą) rozkładam gdzie tylko się da - pachną piękniej niż niejedna świeca.  Choć i te ostatnie palę niemalże przez cały dzień i to w ilościach hurtowych, lubię ich miękkie światło, ten blask, który doświetla każdy kąt... W sklepie na literkę „B” wypatrzyłam pled w żółto – musztardowym kolorze. Jest świetnym uzupełnieniem do ubiegłorocznego szarego i „gwiazdkowego” z Iba Laursena...

wtorek, 9 września 2014

kuchenne migawki...

W sobotę miałam to szczęście, iż brałam udział w niesamowitych warsztatach fotograficznych i dziś  sprawdziłam w praktyce wiedzę tam  zdobytą... do tej pory zdjęcia robiłam funkcją "makro" i w Corelu je "ulepszałam" ... dzisiejsze zdjęcia to praca/próby z "manualem"... co sądzicie o nich? ja jestem zadowolona z efektu... przyznaję się, iż do statywu jeszcze się nie przekonałam, chyba dlatego, że ja po prostu lubię trzymać aparat w dłoni...




środa, 3 września 2014

już wrzesień...


Zaległości sklepowe opanowane, a co najważniejsze nadrobione. Odpisałam już prawie na wszystkie maile, jutro przed południem wyślę ostatnie, wiec proszę Was czekające na wieści ode mnie o  jeszcze chwilkę w cierpliwości... W ramach relaksu pobuszowałam troszkę po Waszych blogach i na którymś z ulubionych zobaczyłam informację HOME SWEET HOME ostatni post 3 miesiące temu... o zgrozo!! Jak ten czas szybko leci... przecież dopiero był maj i pachniała Saska kępa... a tu wrzesień i początek roku szkolnego i jesień, którą już czuć w powietrzu... Przez te 3 miesiące wiele się działo, oj wiele... były wakacje nad morzem... à propos jaka jest według Was najlepsza pamiątka z nad polskiego morza?? Ja przywiozłam drzewko laurowe, które już niedługo będzie miało swój debiut na blogu... Fajny czas spędziłam też u rodziców w Węgorzewie... były zabawy w jeziorze, nauka pływania (to Staś oczywiście), i świetne środy w Parku Helwinga.

piątek, 23 maja 2014

b jak bazarek, b jak botwinka...



   Bardzo lubię wycieczki na bazarek, z którego wracam obładowana jak przysłowiowa „matka polka”, ale szczęśliwa... bo bazarek kusi kolorami, zapachami...

  „Polecam ogórki małosolne, jako jedyni dodajemy do nich sól morską” –zaczepił mnie wczoraj sprzedawca... brzmiał tak przekonująco, że skusiłam się na kilka sztuk, niesamowicie pachnących koprem i czosnkiem... były świetnym dodatkiem do wczorajszej sałatki z tuńczyka, razem z brązowymi pomidorami, kuskusem i szczypiorkiem.