niedziela, 1 marca 2015

Niedzielny kadr...



Nie, nie dzisiejszy, bo wciąż chorujemy. Do przeziębionej mamy dołączył Staś z anginą. I tak w duecie kaszlemy i pociągamy nosem.
Wspominamy, jak to było 2 tygodnie temu... W walentynkowy weekend wybraliśmy się na dłuuugi spacer po lesie...

niedziela, 8 lutego 2015

ale za to niedziela...

ta puszka na sznurek jest rewelacyjna...
uwielbiam ją w roli doniczki, lub tak jak dziś, w roli wazonu...


To już ponad tydzień jak moi Mężczyźni wyjechali na zimowy odpoczynek. Nawet nie spodziewałam się, że tak fajnie minie nam ten czas...

sobota, 31 stycznia 2015

coś dla łasuchów, coś na narciarzy...


Moi Mężczyźni wyjechali dziś na narty, na tygodniowe szaleństwo na biegówkach i zjazdówkach... Jak na  prawdziwą "matkę polkę" i "matkę panikarę" przystało, jednym z kluczowych zagadnień  jest dla mnie prawidłowe odżywianie Stasia. Zwłaszcza pod moja nieobecność. Panowie wyjechali do moich Teściów, więc o śniadania, obiady i kolacje jestem spokojna. Martwią mnie natomiast przekąski pomiędzy sportowym szaleństwem. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dom z czerwonej cegły...


Jakiś czas temu napisałam, iż marzę o własnym domu (klik). Ale nie takim zwyczajnym, który wybiera się z katalogu i sprytna ekipa stawia w przeciągu roku (nie wiem, czy nie przesadziłam, bo tak naprawdę nigdy ten temat mnie nie interesował). Marzę, o starym domu z czerwonej cegły, drewnianym gankiem i kotem wylegującym się na słoneczku. Co jakiś czas jakieś siedlisko na Mazurach przykuwa moją uwagę na dłuższą chwilę, ale wiem, że  to jeszcze nie ta pora. 

piątek, 23 stycznia 2015

kropla czerwieni...



...wnętrze odmieni - te kilka słów, które kiedyś gdzieś przeczytałam sprawdza się teraz doskonale. Za oknem szaro buro i ponuro potrzebuję więc energetycznego zastrzyku.  Dlatego nie chowam jeszcze bożonarodzeniowych dekoracji, bo czerwień w połączeniu z ulubionymi szarościami to duet idealny. Zastrzyk energii bez kofeiny... 

środa, 21 stycznia 2015

lepiej późno niż wcale...

Pisałam ostatnio, iż przydałby mi się  worek wolnego czasu. Chyba ten czas, który miałam, nie wykorzystywałam racjonalnie bo teraz to pędzi jak szalony. Przypuszczam, że się na mnie obraził za marudzenie. Dopiero co był poniedziałek 12 styczna, a dziś jest już środa 21 stycznia... Mam ogromne zaległości blogowe, 158 zaczętych robótek i jedna ważniejsza od drugiej, chwile z książką to już na pewno są na minusie, sterta prasowania jest już chyba większa ode mnie i gdybym ułożyła ja na środku pokoju spokojnie mogłabym robić wycieczki niczym Dulski na Kopiec Kościuszki. A w dodatku chyba dopadł mnie jakiś wirus bo od wczoraj zrobiłam się baaardzo pociągająca...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dziękuję...


Jeśli mogłabym wybrać sobie prezent poprosiłabym o worek czasu, worek bez dna powinnam powiedzieć. Sięgałabym do niego bez obaw, że czas kiedykolwiek się skończy... mogłabym spędzać z Rodziną mnóstwo czasu a i tak miałabym go nadmiar. Na pracę, na obowiązki domowe, słowem na wszystko.