poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dom z czerwonej cegły...


Jakiś czas temu napisałam, iż marzę o własnym domu (klik). Ale nie takim zwyczajnym, który wybiera się z katalogu i sprytna ekipa stawia w przeciągu roku (nie wiem, czy nie przesadziłam, bo tak naprawdę nigdy ten temat mnie nie interesował). Marzę, o starym domu z czerwonej cegły, drewnianym gankiem i kotem wylegującym się na słoneczku. Co jakiś czas jakieś siedlisko na Mazurach przykuwa moją uwagę na dłuższą chwilę, ale wiem, że  to jeszcze nie ta pora. 

piątek, 23 stycznia 2015

kropla czerwieni...



...wnętrze odmieni - te kilka słów, które kiedyś gdzieś przeczytałam sprawdza się teraz doskonale. Za oknem szaro buro i ponuro potrzebuję więc energetycznego zastrzyku.  Dlatego nie chowam jeszcze bożonarodzeniowych dekoracji, bo czerwień w połączeniu z ulubionymi szarościami to duet idealny. Zastrzyk energii bez kofeiny... 

środa, 21 stycznia 2015

lepiej późno niż wcale...

Pisałam ostatnio, iż przydałby mi się  worek wolnego czasu. Chyba ten czas, który miałam, nie wykorzystywałam racjonalnie bo teraz to pędzi jak szalony. Przypuszczam, że się na mnie obraził za marudzenie. Dopiero co był poniedziałek 12 styczna, a dziś jest już środa 21 stycznia... Mam ogromne zaległości blogowe, 158 zaczętych robótek i jedna ważniejsza od drugiej, chwile z książką to już na pewno są na minusie, sterta prasowania jest już chyba większa ode mnie i gdybym ułożyła ja na środku pokoju spokojnie mogłabym robić wycieczki niczym Dulski na Kopiec Kościuszki. A w dodatku chyba dopadł mnie jakiś wirus bo od wczoraj zrobiłam się baaardzo pociągająca...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dziękuję...


Jeśli mogłabym wybrać sobie prezent poprosiłabym o worek czasu, worek bez dna powinnam powiedzieć. Sięgałabym do niego bez obaw, że czas kiedykolwiek się skończy... mogłabym spędzać z Rodziną mnóstwo czasu a i tak miałabym go nadmiar. Na pracę, na obowiązki domowe, słowem na wszystko.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

przygotowania...


Obiecałam Wam ostatnio szersze kadry z naszego domku i niestety po raz kolejny nie dotrzymałam danego słowa. Mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zrobić dobrych zdjęć przy tej pogodzie. Dobrych, czyli takich, które w pełni mnie satysfakcjonują... Wymieniliśmy w międzyczasie aparat i się "oswajamy", niby pentax, jak ten wcześniejszy, więc teoretycznie powinno obyć bez niespodzianek, a jednak,ale ponarzekam innym razem. Mam tylko nadzieję, że nie będzie tak, jak w tym porzekadle "zamienił stryjek siekierkę na kijek"...

piątek, 28 listopada 2014

Do They Know It's Christmas...

Miałam 12 lat gdy powstała ta piosenka i chyba nie za dużo wiedziałam o głodującej Afryce. Zresztą jako dwunastolatka miałam zupełnie inne "problemy". O ile problemami można nazwać pierwsze miłości, niespełnione powinnam dodać, ale przez to wspominane z rozrzewnieniem.

czwartek, 20 listopada 2014

coś mi w głowie siedzi...




Nie lubię zmian w swoim otoczeniu, bardzo przywiązuję się do przedmiotów i do ich ustawienia. Jeśli wbiję sobie do głowy, że temu fotelowi, sofie, szafie i wszystkim innym meblom jest dobrze w danym miejscu to trudno namówić mnie do ich przestawienia.  Kiedy już pomyślę o zmianie, to siedzi mi to w głowie niemalże cały czas. Myślę o tym podczas zakupów, gotowania obiadu, prasowania (tak, wówczas myśli mi się najlepiej).

wtorek, 11 listopada 2014

PIĘKNIE, ZDROWO, KOLOROWO...

                                 

Staś bardzo często pomaga mi w kuchni. Niemalże za każdym razem gdy znikam w niej na dłużej przybiega i pyta się w czym może mi pomóc. Nie mam serca Go wyganiać, więc pomaga mi jak może i jak umie.  Najbardziej lubi mieszać surówki i wówczas dowiaduję się, jak bardzo lubi kiszoną kapustę, rzepę, lub na przykład mizerię. Gorzej jest już gdy warzywa lądują na talerzu, bo wówczas okazuje się, że jednak nie lubi rzepy, marchewki i brukselki... Nie wiem z czego to wynika, bo jako Maluszek jadł wszystkie warzywa, nie wybrzydzał, a marchewka duszona była numerem 1. Teraz kombinuję, jak w  potrawach przemycać naturalne witaminy. Przyznaję, z różnym skutkiem...

piątek, 7 listopada 2014

cud, miód... HERBATA!



Dni mijają tak szybko, że bez spojrzenia rano w kalendarz nie potrafię  stwierdzić, czy dziś wtorek, środa, a może czwartek. Trochę przesadziłam, bo tak naprawdę odliczam dni do każdego piątku, jak dziś,  gdy już jesteśmy razem. Aż do Świąt M. jest na wyjeździe i tylko w weekendy jest z nami.