piątek, 27 października 2017

O lampce idealnej, czyli inspiracje z PINTEREST i co z tego powstało*



*Alternatywny tytuł mógłby  brzmieć "Bo oszalałam dla niej".
Oświetlenie tej części pokoju to długa i wyboista droga,  i nie ma ani krzty przesady w moich słowach,  bo przez 7 (no może 8 albo 9) lat przewinęły się przez to miejsce 3 4 lampki. To chyba najczęściej wymieniany przedmiot w naszym mieszkaniu. 

Za każdym razem było jakieś "ale" i nie będę Was zanudzać powodami zmian. Bo w ten piątkowy wieczór usnęlibyście z nudów czytając o za drogiej żarówce, kolorze, za jaskrawym świetle itp.  A wydawało się, że ta ostatnia, znaleziona na paryskim targu staroci będzie tą jedną, jedyną. I pewnie by była gdyby nie nowa sofa. Tak, bo jest już u nas i jest, hmm... GENIALNA.  To nasze nowe miejsce dowodzenia. Zdetronizowała fotel, który do tej pory był najwygodniejszym meblem.


Ale przygoda z nową lampką zaczęła się dużo, dużo wcześniej. Przeglądając jak zwykle inspiracje na PINTEREST wpadła mi w oko lampka ze szklaną podstawą. Świetna pomyślałam, i że pasowałaby do naszego domku. Bo jest, a jakby jej nie było. Przez szklaną podstawę stanowi świetne tło dla kolorowych poduszek i kwiatów.  Ile przejrzałam stron sklepów w poszukiwaniu tej idealnej wiem tylko ja i historia wyszukiwań mojego laptopa.  Bo albo nie ten kształt, wielkość, czy też cena. I pewnie tak bym dumała i dumała do następnych i jeszcze następnych  Świat Bożego Narodzenia gdybym łaskawszym okiem nie spojrzała na tę butelkę: (Niestety nie mogę znaleźć oryginalnego zdjęcia. Pozostało mi tylko w formie projektu reklamy do Sielskiego życia.)


"Idealna podstawa już jest" pomyślałam i trzeba tylko w projekt zaangażować M. Na początku było ciężko (znacie to? Po co coś zmieniać skoro dobrze działa, spełnia swoją funkcję... a że się opatrzyło... no faceci NIGDY tego nie zrozumieją...) Gdyby nie sofa, NIC by się nie zmieniło. Ale skoro się siedzi (lub leży) na  najwygodniejszej sofie świata i  sięga jedną ręką po ciasteczko to wcale ale to wcale nie chce się wstać by włączyć lampkę, która w dodatku jest za daleko i  światło jest jakby troszkę za ciemne. A przecie tak przyjemnie byłoby zrobić delikatne "pstryk" bez ruszania się spod kocyka. Wówczas wkroczyłam ja i przypomniałam o lampce z butelki.    A na dowód, że lampki o takim kształcie fajnie się prezentują  pokazałam zdjęcie z jednego ze sklepów internetowych.  Z premedytacją wybrałam to,  na którym widniała cena  559 zł (a to nie najwyższa cena z jaką się spotkałam). Podziałało. Na drugi dzień M odwiedził sklep z artykułami elektrycznymi i z oprawką na żarówkę i przewodem z włącznikiem pod pachą wrócił do domu. Koszt? Dokładnie 21 zł.  Plus abażur za 30. Klej na gorąco, chwilka pracy i jest. Fakt, że nie z tej butelki co planowałam (za mały otwór) ale efekt jest piękny.



I choć trochę mi żal tej butli i już się zastanawiam w co wstawię lilię, amarylis, bożonarodzeniowe drzewko lub bukiet bzu to efekt mnie wciąż zachwyca, a pisząc te słowa co chwilkę zerkam w lewą stroną by nacieszyć nią oczy.



pozdrawiam 
Ania

20 komentarzy:

  1. Świetny pomysł z tą lampą i fajnie że można ją było zrobić własnoręcznie. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicja :)
      tak to cieszy najbardziej :) bo zaglądając do mnie od dawna z pewnością wiesz, że takie przedmioty (czyt. wykonane samodzielnie) kocham najbardziej :)
      pozdrawiam cieplutko w ten sobotni ranek :)
      Ania

      Usuń
  2. Z kloszem tej butelce najbardziej do twarzy :)kwiaty znajdą na pewno inne naczynie.No ze zwyklej wydawać by się mogło butelki wyczarować można takie cudo.Nie dziwię się ,że podziwiasz,tak mamy kobiety ,że lubimy podelektować się nowym i trafionym nabytkiem.Fajny ten dół od maszyny w bieli,przeważnie widziałam czarne.Ale gdzie ta nowa sofa? Poczekam:)) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesiu Janeczko :) :) tak, ten "kapelusz" dodał jej charakteru ;) i to, że wykonana za przysłowiowy grosz cieszy najbardziej :) i jeszcze, że jest inna niż wszystkie :) a dodając białą gwiazdkę, srebrny pasek na dole lub kolorową wstążeczkę zmieniam ją :) A wiesz, że dół od maszyny będzie czarny... To jest pamiątka po mojej Babci i gdy dostałam od Chrzestnej ten stelaż był w opłakanym stanie. Miał 158 warstw farby olejnej na sobie, która zakryła wszelkie detale. Przez całe wakacje szlifowałam i zdzierałam starą farbę. I postanowiłam pomalować go .... na miedziano/złoty kolor... tak, miałam takie dziwne pomysły :) i po kilku latach przemalowałam na biało zwykłym akrylowym duluxem. I teraz marzy mi się by wróciła do koloru pierwotnego, czyli czarnego :) i nowy blat czeka na zamontowanie - fajny, drewniany :) pewnie wiosną się za to zabiorę :) (a przynajmniej za wymianę blatu tylko muszę pokombinować z kolorem, postarzeniem drewna itp.)

      A sofa... czeka na swoje 5 minut i nowe poszewki :) i obiecuję na pewno pojawi się na blogu :)
      pozdrawiam cieplutko
      Ania

      Usuń
  3. Tak, gdy przedmio jest piękny to we wszystkim mu do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EdiPassione :) :) :) czyli ładnemu we wszystkim ładnie jak mówi stare przysłowie ;) dziękuję :) i ta lampka jest tak fajna, ze z każdą dekoracją powinna się sprawdzić :) z każdym kolorem kwiatów (no i bez nich również). Ta, którą pokazałam M była w zielonym kolorze i nasza na początek miała być niebiesko-miętowa i chyba jednak dobrze, że wyszło jak wyszło :)
      pozdrawiam cieplutko
      Ania

      Usuń
  4. Witaj Kochana. Próbuje reaktywować mój uśpiony od paru miesięcy blog. Czy mogę prosić o pomoc i umieszczenie go na bocznym pasku na Twoim blogu? Link do niego to - http://sielskachata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Lubię do Ciebie zaglądać
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  5. Moim zdaniem abażur jest za duży. Przytłacza podstawę. Pozdrawiam. Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto tak nie do końca. Mam wrażenie, że aparat, którym teraz robię zdjęcia trochę przekłamuje perspektywę ;) Na żywo wygląda to zdecydowanie lepiej :) Na pewno lampka pojawi się jeszcze nie raz na blogu i wówczas może będzie lepiej (czyt: wiarygodniej) to uchwycone. Tak, jak nie widać na zdjęciach, iż lampka jest naprawdę wysoka - razem z abażurem ma aż 55,5 cm wysokości.
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  6. Cieszę się, że wracasz do nas 😊😊 lampka jest super!! I nikt takiej nie ma!! 💓💓 pisz częściej kochana 🤗😄 Uścisk I wielkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu Kochana :) obiecałam sobie, że będę częściej.Na razie zapał i 158 pomysłów jest, a co z tego wyniknie okaże się w praktyce :) Tak, i zaletą tej lampki jest to, ze nikt takiej nie ma :) z każdym dniem lubię ją jeszcze bardziej ( o ile to możliwe) i kocham te nasze 4 katy, kocham samodzielnie wykonane dekoracje :)
      buziaki przesyłam
      Ania

      Usuń
  7. fajnie wyszło! No jak się człowiek zainspiruje to musi inaczej się udusi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko :) w punkt :) :) i wiesz, bardzo cieszy fakt, że wykonaliśmy ją samodzielnie (no ja byłam pomocnikiem elektryka ;) ) zresztą jako rasowa Złota rączka wiesz o czym mówię :)
      pozdrawiam cieplutko
      Ania

      Usuń
  8. Te szklane podstawy lamp, cos w sobie maja...choć butla z jakiej ją zrobiłaś , też była niezwykle urodziwa i jednocześnie praktyczna dekoracją sama w sobie.Wiesz moja mama jakiś czas temu tez na taka sie skusiła i była bardzo zadowolona, później wpadła w oko mojej szwagierce i teraz ona sie nia zachwyca....;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jowi dziękuję :) :) :) Fajne w tej butki jest także to, że nie ma nic na stałe. Na początku chcieliśmy wiercić dziurkę by móc przewlec kabel, ale w sumie nie wiem dlaczego tego M nie zrobił. I nawet dobrze, bo klej na gorąco zawsze można usunąć i mieć ponownie butlę gdy lampka się już znudzi ;) Choć chyba na to nie się zanosi, a przynajmniej jeszcze długo, długo nie. I masz rację te podstawy coś w sobie mają, na długo zostają w pamięci. Sporadycznie oglądam tv, ale kiedyś mignęły mi takie w programie Kuchenne rewolucje, w jakiejś restauracji po zmianach - tamte na pewno były zrobione z butelek/gąsiorów. I choć nie pamiętam ani nazwy restauracji, ani nawet miejscowości butle widzę za każdym razem gdy zamykam oczy i o nich myślę ;) No wpadają w oko, wpadają :) :)
      pozdrawiam cieplutko
      Ania

      Usuń
  9. Widzę, że się rozkręcasz i coraz częściej piszesz, to miłe. Lampka naprawdę ciekawa i inna niż wszystkie, chyba sama poszukam odpowiedniej butli by zrobić z niego lampkę. Dziękuję za inspirację.
    Kasia S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się Kasiu :) i zapraszam dziś na bardzo dyniowy wpis :) lampka wciąż niezmiennie zachwyca :) i jak my mogliśmy bez niej funkcjonować?? ;) tego nie wiem, ale codziennie zadaję sobie to pytanie
      pozdrawiam cieplutko
      Ania

      Usuń
  10. na pewno znajdziesz jakąś inną butle na kwiaty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie tak :) tak coś mi chodzi po głowie by kupić jeszcze jeden gąsior, ale w takim "przeźroczystym" kolorze i wykorzystywać go jako wazon, tylko teraz nie mam go gdzie ustawić, bo to miejsce zajęła lampka :) wiem, problemy...
      pozdrawiam cieplutko
      Ania

      Usuń

Dziękuję ...