środa, 3 września 2014

już wrzesień...


Zaległości sklepowe opanowane, a co najważniejsze nadrobione. Odpisałam już prawie na wszystkie maile, jutro przed południem wyślę ostatnie, wiec proszę Was czekające na wieści ode mnie o  jeszcze chwilkę w cierpliwości... W ramach relaksu pobuszowałam troszkę po Waszych blogach i na którymś z ulubionych zobaczyłam informację HOME SWEET HOME ostatni post 3 miesiące temu... o zgrozo!! Jak ten czas szybko leci... przecież dopiero był maj i pachniała Saska kępa... a tu wrzesień i początek roku szkolnego i jesień, którą już czuć w powietrzu... Przez te 3 miesiące wiele się działo, oj wiele... były wakacje nad morzem... à propos jaka jest według Was najlepsza pamiątka z nad polskiego morza?? Ja przywiozłam drzewko laurowe, które już niedługo będzie miało swój debiut na blogu... Fajny czas spędziłam też u rodziców w Węgorzewie... były zabawy w jeziorze, nauka pływania (to Staś oczywiście), i świetne środy w Parku Helwinga.



W międzyczasie rehabilitacja, lasery i ultradźwięki... to już ja, a w zasadzie moja prawa pięta i coś zwane ostrogą piętową – nie życzę najgorszemu wrogowi – ból przy chodzeniu, ból przy siedzeniu, ból przy leżeniu, czyli ból 24 godzinę na dobę... po zabiegach jest już lepiej, ale Mount Everstu raczej nie zdobędę w najbliższym czasie... przede mną jeszcze jedna konsultacja u ortopedy i pewnie dodatkowe zabiegi... obiecałałam sobie jednak, że nie będę marudzić... więc uśmiech nie schodzi mi z twarzy, zwłaszcza gdy zaglądam do kuchni... pojawił się tam nowy, piękny mieszkaniec... ale to też temat na oddzielny post i dziś napiszę tylko DZIĘKI MUSIA raz jeszcze!!! ON jest wspaniały!!!

A po powrocie z Mazur małe przemeblowanie w dużym pokoju szumnie nazwanym salonem, który teraz jest idealny... wystarczyło tylko zamienić fotel z telewizorem, sofę z komodą i regałem na książki... o tym też napiszę Wam szerzej innym razem...

Sierpień to pobyt u Teściów w Małopolsce i pierwsze tegoroczne przetwory, borówka brusznica z gruszką, śliwka renkloda z werbeną cytrynową i aronia z jabłkiem i miętą... to buszowanie po myślenickich second handach, dzięki którym nabyłam kilka fajnych drobiazgów do naszego mieszkanka za przysłowiową złotówkę. 



W trakcie urlopu M zrobił blat marzenie do ukochanej maszyny (o tym, że mi się marzy pisałam tu)... powstał z 20-letnich desek i wymaga już tylko kosmetyki, czyli woskowania... 

Na moim karku pojawił się  tatuaż (no sam się nie pojawił – trochę mu pomogłam) i to już chyba wszystko w telegraficznym skrócie, czyli dziś krótko i na temat... Jak widać wątków na tę nadchodzącą jesień mi nie zabraknie...

Hortensje to jedne z moich ulubionych kwiatów i nieważny jest kolor: białe, różowe, zielone, niebieskie, czy też  odcieniach bordo... lubię je i już... dlatego dziś na zdjęciach hortensja prosto z ogródka Teściowej w towarzystwie pięknej starej formy od Mimi z Myszkowca i jeżowców, które upolowałam na allegro, chorowałam na nie od dawna... marzy mi się jeszcze biały koralowiec, ale jest to technicznie niewykonalne, bo istnieje niestety (a może stety właśnie!!) zakaz przywozu (i wywozu) koralowca jako zagrożonego gatunku...



 Pozdrawiam serdecznie
Ania

21 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia!!! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renato :))
      dziękuję :))
      zauroczył mnie Twój szydełkowy "rumiankowy" pled :))
      i również pozdrawiam serdecznie
      Ania

      Usuń
  2. Czas tak szybko biegnie ważne ,że dobrze go spędzamy.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo :))
      masz rację... gdy jesteśmy szczęśliwi po prostu nie zauważamy upływającego czasu... dzień za dniem i tak minęło 3 miesiące!!
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  3. Witaj :) Miło, że wróciłaś :)
    Buziaki Aniu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu Kochana :))
      ja wciąż w myślach piszę maile do ciebie i nie mogę się zebrać by je przelać na papier, a w zasadzie wystukać na klawiaturze...
      i pamiętam o prezencie dla Ciebie, o wygranej w CANDY... szukam tylko fajnych pasteli dla Ciebie... bo według mnie szarość po prostu do Ciebie nie pasuje ;))
      pozdrawiam serdecznie
      Ania

      Usuń
  4. piękne zdjęcia Aniu :) zionie z nich spokój i harmonia :)
    a ostroga piętową się nie przejmuj, miałam i ja to ustroństwo, ale ja nie chodziłam na żadne zabiegi, pomogła mi najzwyklejsza wkładka z dziurą pod piętę :) ale masz rację ból nieprzyjemny ;/ ufam, że szybko Ci minie :)
    czekam na kolejne posty bo zapowiadają się ciekawie!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniś :))
      dziękuję za przemiłe słowa :)) choć nie pisałam czasem zaglądałam do Was, do Ciebie - bardzo lubię klimat Twojego mieszkania, Twoich zdjęć :))
      a o tej wkładce będę musiała pomyśleć... choć u mnie to także "krzywy" kręgosłup... bo mnie ostroga boli nietypowo... od rana, po wstaniu z łóżka ból jest największy w miarę chodzenia jest coraz bardziej do zaakceptowania ;))
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  5. Aniu uwielbiam Twoje zdjecia!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iluś :)))
      dziękuję :))
      bo to wspaniałe uczucie, gdy ktoś docenia naszą pracę, akceptuje naszą pasję - nawet jeśli jest to tylko ":robienie zdjęć" ;))
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  6. Tos sobie Aniu przezrwę zrobiła 3mc no no wróciłaś nadrabiaj i koniecznie foto tatuażu poproszę hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino :))
      nawet nie wiesz jak mi te 3 miesiące szybko minęły... tym bardziej, że nie zawsze miałam dostęp do netu i wówczas było chyba najlepiej... beztroski rodzinny czas na świeżym powietrzu..
      a tattoo będzie miał na pewno debiut na blogu - proszę o chwilkę cierpliwości ;))
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  7. Piękne zdjęcia. Widzę że na wielu blogach zagościły hortensje, nie dziwie się bo to cudowne kwiatki.
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie, Kamila
    ozikamila.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ozikamila :))
      dziękuję za odwiedziny :)) i witaj w blogowym świecie :))
      masz racje hortensje są piękne i niezwykle fotogeniczne... i pewnie nie raz będą obiektem moich zdjęć..
      P.S.nawet w następnym poście musiały się znaleźć ;))
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  8. Niech ta pięta wreszcie da Ci spokój... ale i tak nie zepsuła Ci wakacji. Tęsknię za Mazurami, bo my nie znaleźliśmy w tym roku czasu na nawet mały wypadzik na żagle. Ech...
    Ciekawa jestem Twoich zmian.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Penelopo :)
      jak się cieszę, że napisałaś... przyznaję się bez bicia, że zaglądałam, że sprawdzałam co Was słychać ;)) gdy czytałam Twój post o tworzeniu Waszego domu płakałam... bo to wszystko jest takie piękne.... dom, który powstał z miłości... teraz gdy wszystko jest już dostępne, gdy wszystko można mieć od ręki i ogranicza nas tylko zasobność portfela to już nie to samo... choć i Wasz nowy dom na pewno będzie WSPANIAŁY :))
      Mazury są piękne o każdej porze roku... chyba latem lubię je niestety najmniej za te tłumy, boję się, że mało kto docenia ich piękno ;)) ... że są coraz bardziej komercyjne... coś mnie tak refleksyjny nastrój ogarnął...
      pozdrawiam serdecznie
      Ania

      Usuń
  9. Hej Aniu, miło mi było Cię dzisiaj poznać! Twój blog i zdjęcia przepiękne. Bądźmy w kontakcie przez maila blogowego.
    Buziaki dla Ciebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko :))
      dziękuję za odwiedziny i za fajna rozmowę, za fajny czas :))
      ja zauroczyłam się Twoimi wiankami, ale o tym już wiesz ;)) zresztą nie tylko wiankami... bo Twój blog jest niezwykle ciepły - takie, jakie lubię najbardziej ;))
      pozdrawiam
      Ania

      Usuń
  10. Witaj! Widzę, że i u Ciebie wspomnienia z wakacji ;-);-) Tatoo widziałam dziś na żywo i powiem, a raczej napiszę, że robi wrażenie! ;-) Pozdrawiam, ach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj Aniu :))
      bo wakacje to magiczny czas... chwile gdy nie śpieszymy się ze śniadaniem, gdy możemy się zatrzymać i zwyczajnie cieszyć chwilą... gdy nawet lody inaczej smakują, gdy mamy czas dla przyjaciół nie widzianych niemalże od roku...
      uwielbiam swój tattoo i przyznaje się, że tak się z nim zżyłam, że nie pamiętam na co dzień, że go mam... że nie czuję się z nim przebrana i sztucznie... jest taki mój ;))
      pozdrawiam serdecznie
      Ania

      Usuń

Dziękuję ...