środa, 6 sierpnia 2008

tajemniczy ogód...


... moich Rodziców....
Zupełnie zapomniałam o tych zdjęciach...
W połowie lipca korzystając z kilku ciepłych dni wybraliśmy się do moich Rodziców na Mazury... uwielbiam tam jeździć, wszystko toczy się swoim, utartym wcześniej rytmem, ludzie żyją spokojnie, są serdeczni (czasami trochę wścibscy, ale to urok małych miasteczek), a przede wszystkim jest czyste powietrze – to jest to, czego brakuje mi najbardziej (no może jeszcze świeżej ryby, ale to już zupełnie inna historia)
moi Rodzice mają fantastyczną działkę –ich oczko w głowie- pełną pięknych kwiatów, pysznych owoców. Nic tak nie smakuje jak maliny prosto z krzaka, czy też groszek cukrowy, przy którym mogłabym stać godzinami (oczywiście podjadając zielone strączki)...
ćwiczyłam się w fotografii i działeczka ma swoją sesję fotograficzną....
oto kilka wybranych zdjęć, niestety nie da się umiecić wszystkich, dlatego tylko moje ulubione kwiaty...




i trochę owoców....
migdałek ...

jedyna brzoskwinia, ale od czegoś trzeba zacząć ....

gruszek jest zdecydowanie więcej, ale na fotkę załapała się tylko jedna...

leszczyny również obrodziły w tym roku....


zdaje mi się, że to jest borówka amerykańska, a może aronia – mam dobrą pamięć ale krótką....

i kwitnący por-czyż nie jest piękny????

8 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia i te odurzające kolory mmm...
    (tak właśnie-"odurzające",bo czemu niby tylko zapachy mogą być "odurzające"?)

    OdpowiedzUsuń
  2. fakt, aż się wierzyć nie chce, że to natura stworzyła takie cuda... chociaż pewnie ręka jakiegoś naukowca-biologa-genetyka także miała w tym swój udział...

    OdpowiedzUsuń
  3. Anne,to "odurzające" to jak najbardziej w pozytywnym znaczeniu,można upoić wzrok i się zachwycić

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ mnogość gatunków! Uwielbiam tak różniście porośnięte ogrody. Oby tylko nie "pod linijkę"! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecudny ogród! Super, że mogłaś poczuć woń tych pięknych kwiatów i delektowałaś się nieograniczoną ilością kolorów! Aż mnie zazdrość zżera :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Festoon - wiem, wiem, ze chodziło o pozytywne "odurzenie", sama nie mogę się nadziwić tej różnorodności kolorów i odmian... :))))

    Charlotte - działeczka ma także swaoją mniej tajemniczą stronę - warzywnik, gdzie w równych rządkach rośnie marchewka, kapucha, kalafior, fasolka w kilku odmianach, pasternak, buraczki, cebula, majeranek, ogórki, groszek właśnie (dwa ostatnie nie tworzą równych rządków ;) ) i mnóstwo kopru, który jest wszędzie nawet w kwiatach...., ale i tak najpiękniejsze są rabatki- krolestwo mojej Mamy, gdzie wszystko rośnie tak jak chce, z kwiatami w 1000 barw, - bukiet z postu "tendencyjnie" pochodzi w całości z działki rodziców, a gdybym powiedziała, że chę żółty, biały, czerwony, czy niebieski to także nie byłoby problemem....

    Asket "powiem" Ci w tejemnicy :), że ciężko mi stamtąd wyjeżdżać.... a bardziej praktyczną stroną posiadania takiej działki są przetwory z własnoręcznie wyhodowanych warzywek....

    OdpowiedzUsuń
  7. Taki prywatny raj na ziemi powiedziałabym.Kwiaty przecudnej urody a te orzeszki laskowe jak dla mnie rozbrajające. Zazdroszczę bywania tam.

    OdpowiedzUsuń
  8. oooch, pierwszy kwiatek pod tekstem w bardzo królewskich kolorach!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję ...