środa, 9 lipca 2008

Floksy??




Wydaje mi się, że jakaś „dziko” rosnąca odmiana ... od razu skojarzyły mi się z wakacjami u Babci i przystrajaniem figury MB stojącej na rozdrożu... jakie to były fajne czasy... maliny prosto z krzaka, karmienie królików liśćmi akacji- łezka się kręci w oku na te wspomnienia, więc gdy tylko znalazłam je na łączce, na którą wybrałam się z Arnem na spacer zerwałam bez zastanowienia... dopiero teraz widzę, że są już troszkę „wczorajsze”, ale i tak cudownie pachną i pocieszą moje oczy chociaż przez dzień lub dwa...

2 komentarze:

  1. Nie znałam dotąd nazwy tych kwiatów, chyba takie skromne ale wyglądają tak uroczo w tym wazonie z konewki. Widzę, że nie tylko u mnie spacery ze zwierzakami bywają wszechstronne.

    OdpowiedzUsuń
  2. ogrodowa odmiana jest zdecydowanie bardziej kolorowa (piękne róże, fiolety...)dla mnie mają naprawdę rewelacyjny zapach ....

    a spacery z Arnulkiem to najprzyjemniejsza część dnia - w tygodniu są to (niestety) krótkie spacerki po okolicznych łączkach, a w zasadzie ich imitacjach, ale za to w weekendy to szaleństwo na całego - godzinne spacery po lesie... i zawsze "coś" zielonego do wazonu

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję ...